• Wpisów:714
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 17:38
  • Licznik odwiedzin:37 702 / 3496 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
To smutne, że święta były dla mnie takim radosnym, cudownym czasem, chyba ulubionym w całym roku. A teraz czar prysł. Kiedyś w domu było tak miło... A teraz? Tata za oceanem. Ja siedzę w domu z mamą. Ja w swoim pokoju uczę się, a ona w kuchni. I zamiast cieszyć się ze mną wspólnym czasem, ciągle narzeka. Że haruje jak wół. I powtarza, że nikt nie jest jej wdzięczny, że ja się obijam... No kurna, chyba nie na tym polegają święta?
Pamiętam, że kiedyś chodziło o to, że wszyscy byli dla siebie mili i było tak fajnie ciepło w sercu...
 

 
Spoko, Wisek napisał do mnie na fb, czy już wyjechałam do domu, po czym wyszło tak:
DS: No, na następnej imprezie w gadziku też mnie nie będzie...
W:łuuuu! Czemu?
DS:Mam wtedy studniówkę
W:O, z kim idziesz?
DS:A co, chętny?
Wewnie
DS:No niestety masz pecha, ubiegł cię ktoś
W:kto to?
DS:Mój chłopak
W:nuuuuda
DS:No wiem wiem, ale cóż, czasami jednak bywam tradycjonalistka
W:zerwij z nim i weź mnie ze sobą
DS:Haha, no pomyślę pomyślę, ostatnio mi podpada...
Wodoba mi się Twoje podejście

Także ten... K. powinien rzeczywiście wziąć się za siebie - jak widać są inni chętni
 

 
Bez sensu to wszystko.
Dzisiaj w szkole czułam się strasznie sama. Nawet jak chciałam coś powiedzieć, nikt mnie nie słuchał. Dziewczyny gadały na przerwie jak najęte, ale ja nie mogłam nic powiedzieć. Z resztą, raz próbowałam, zaczęłam, że wczoraj w gadziku było fajnie, ale tak jakby nikt mnie nie słyszał. O. nagle coś powiedziała, G. do niej podskoczyła, że nie słyszała i zaczęły się razem śmiać i w ogóle. Wysłałam im wieczorem smsa o tym, co się stało, a raczej nie stało z Wiskiem. Kiedyś od razu by zaczęły mnie wypytywać, a dzisiaj nawet tego nie skomentowały, a posłuchać też nie chciały... Parę dni temu spytałam E., czy pożyczy mi zeszyt od korków z chemii (chodziłam do tej samej babki, ale że to duży wydatek dla moich rodziców w tej chwili, postanowiłam, że dalej będę się uczyć sama) - powiedziała, że spoko. Dzisiaj miała mi go przynieść, ale jak spytałam, czy ma, to powiedziała, że nie i żebym się zastanowiła, czy to fair wobec korepetytorki, która to opracowała i wobec niej samej, skoro ona płaciła za tą całą wiedzę. No ok, nie to nie, ja tylko spytałam, przecież nie musiała się godzić. Ale nie musi od razu tak na mnie naskakiwać. Z resztą dzisiaj rano się spytałam, czy nadal jest na mnie obrażona (wczoraj mieliśmy pisać test powtórzeniowy z chemii, nikt nie przyszedł prawie a E. i P. stwierdzili, że nie umieją i nie idą. Ja poszłam, ale jak babka się spytała o innych, to tylko powiedziałam, że nie wiem. W każdym bądź razie to było na godzinie wychowawczej a jak wyszłam to E. się nie odzywała nic do mnie i poszła sobie), a ona na to, że nie była i nie jest. To się spytałam o co chodzi, bo się martwię, że nie wiem o co chodzi i jest mi przykro, bo starałam się być fair wobec wszystkich. Na co E.: I właśnie o to chodzi DS - żebyś się martwiła i było ci przykro! Potem jeszcze na jednej lekcji jakieś roszady robili jak usiąść (takie długie ławki) i w końcu się ustawili, to poszłam na to miejsce, co zostało, a O. zaczęła na mnie wykrzykiwać, że ona tu chciała usiąść i co ja sobie robię... To poszłam i usiadłam gdzieś sama.
Płakać mi się chce, no bo to jest naprawdę bez sensu. Źle się ostatnio z nimi czuję, ciągle mają do mnie pretensje albo się ze mnie śmieją, a ja się naprawdę staram. Jak coś powiem, to się okazuje, że komuś przerwałam, ale jak czekam na swoją kolej, to ona nigdy nie nadchodzi... A z resztą odechciało mi się już odzywać. Cokolwiek nie powiem, to albo jestem skrytykowana, albo śmieją się ze mnie, że to co mówię jest głupie i bez sensu... Czuję, że nie jestem im do niczego potrzebna. Świetnie się bawią beze mnie - śmieją się, rozmawiają... Czuję się przy nich jak piąte koło u wozu. Z resztą najlepszym dowodem na to jest to, że od dłuższego czasu mam problemy, potrzebuję ich wsparcia, a oni niczego nie zauważyli. Nawet nie to, że nie zauważyli, tylko nie wiedzą, co się teraz w moim życiu dzieje i wiedzieć nie chcą, nie pytają. Moje zainteresowanie ich życiem też nie jest mile widziane. A. chce iść na architekturę, ćwiczy rysunek. Dzisiaj pokazywała E. i P. zdjęcie rysunku. Już go zabierała, a ja też chciałam zobaczyć, więc podbiegłam i mówię "Poczekaj, też chcę zobaczyć". A ona do mnie z pretensją, że co ja sobie myślę, i że moje zachowanie jest nie na miejscu...
Wygląda na to, że najlepiej będzie, jak odsunę się na bok i nie będę im przeszkadzać. Szkoda tylko, że dla mnie to nie jest takie bez znaczenia.
Szkoda, że ja się tym wszystkim martwię. Czemu muszę się martwić, skoro wszyscy dookoła mają to gdzieś? Jakby tak przestać się czymkolwiek przejmować...
  • awatar xanylifex: nie przejmuj się!
  • awatar InnaNiżWszystkie.: @DesecrationSmile: nooo, ale nie mozesz się dawać tak traktować
  • awatar DesecrationSmile: Och, i płakałam sobie, a K. mnie pocieszał, i powiedział, że jak chcę, to mogę u niego zostać, a P. mnie na pewno podwiezie do szkoły (mieszka tuż obok K.). K. do niego nawet zadzwonił, bo ja nie chciałam, ale niestety P. stwierdził, że mnie nie podwiezie, bo jest na mnie obrażony. Niestety nie mam pojęcia o co. Albo nadal o to, że napisałam chemię w terminie, albo E. się na mnie o coś obraziła, więc on też jest obrażony. Tak czy siak - przykre. Jakaś pierdoła, nie wiadomo o co chodzi, a robiona z tego wielka sprawa. Heh, ja też właściwie robię wielką sprawę z pierdół, ale z kilku...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Pamietacie Wiska z gadzika? Teraz bardziej sie tam udzielam, wiec widzimy sie praktycznie co tydzien. Dzisiaj mnie znowu odwozil (zawsze sie znajdzie ktos, kto mnie odwiezie).
No i jak juz dojechalismy, to gadalismy jeszcze chwilke i mowie, ze zobaczymy sie po nowym roku itd. No i sie pozegnalismy tradycyjnym buziakiem w policzek i on tak spojrzal mi w oczy i widac bylo, ze chcial mnie pocalowac. No i mowie wesolych swiat, a on jeszcze tak lekko przejechal reka po moich wlosach (polozyl reke jakby na moim siedzeniu wczesniej) i jak wysiadalam, to w oczach mial taki lekki zal... Ale to niewazne. Rzecz w tym, ze poczulam taki dreszcz, jak kiedys. I mozliwe, ze sama mialam w oczach ten sam zal. Niczego nie zrobilam, ale sam fakt, ze mialam ochote go pocalowac i mam teraz wielki metlik w glowie, jeszcze wiekszy niz wczesniej przez wszystkie problemy z K. No bo przez takie incydenty budza sie we mnie jeszcze wieksze watpliwosci...
 

 
Słucham w kółko nowej Beyonce. Obejrzałam cały album i jest genialny. Podoba mi się, że nie jest wymuszony, tylko taki naturalny, bezpretensjonalny. Teksty mają przesłanie, filmy są świetnie zrobione. No po prostu majstersztyk.
 

 
Chyba już wiem, czemu znowu zaczęłam pisać. Założyłam dawno temu tego bloga, żeby z kimś podzielić się moim życiem. Nie miałam przyjaciół, było mi ciężko. Kiedy przyszłam do liceum, wszystko się zmieniło. Owszem, nadal tu wszystko notowałam, ale w końcu straciło to sens - miałam komu się wygadać, z kim się spotkać.
A od jakiegoś czasu coś się zmienia.
O. G. A. - oddalamy się od siebie. z E. też to średnio wygląda. A K.? K. myślę był trochę powodem tego oddalenia. Kiedy zaczęliśmy być razem, to on pojawił się na pierwszym miejscu. Jestem z nim naprawdę blisko, wie wszystko. No, prawie, ale wie więcej niż ktokolwiek inny, a przez to też chyba zna mnie najlepiej. Ale wcale tak dobrze nam się nie układa. Mamy w życiu zupełnie inne priorytety, inne poglądy na niektóre sprawy, inne wszystko! A najgorsze jest to, że on nie odwzajemnia mojej szczerości. Jest skryty, nie mówi, co mu siedzi w głowie. A ja od ponad roku próbuję bez skutku do tej głowy wejść. Jezu, my naprawdę mamy dużo problemów. W głowie mam ich taki natłok, że nie wiem aż co napisać. Kiedy jakiś czas temu rozmawialiśmy już któryś raz rzędu o naszych relacjach, powiedziałam, że dla mnie osoba, z którą się jest, którą się kocha jest jednocześnie twoim najlepszym przyjacielem. A on powiedział, że tak nie myśli. To w takim razie na czym polega nasz związek? Nie dzielimy zainteresowań, ambicji, nie mówi mi o problemach, nic! Owszem, wiem, co się dzieje w jego w życiu, ale patrzę na to z boku. Więc co zostaje? Seks? Wspólne wieczory, które polegają na tym, że on coś przegląda w internecie, a ja czytam/uczę się albo oglądamy coś w telewizji? Sytuacja z wczoraj: Dzwoni do mnie, czy się spotkamy. No ok. Zostać na noc? Spoko. Podjechaliśmy jeszcze na chwilę z jego mamą do galerii handlowej, jakiś prezent musiała kupić. A on? Cały czas muchy w nosie. Denerwował się nie wiadomo o co. A jak spytałam co się stało, nie chciał powiedzieć. Wróciliśmy do domu, było jeszcze gorzej. Mówi, że jest głodny. Ja rozumiem, że przechodzi trudne chwile w życiu, nawet jeśli mówi, że mu wszystko jedno, to wiem, że tak nie jest. Rozwód rodziców, ojciec zostawił mamę z długami liczonymi w tysiącach, jednocześnie ona na zwolnieniu lekarskim, bo właśnie przeszła operacje endoprotezy obu kolan... Ale nie musi krzyczeć, tak przeklinać. Ja próbuję m pomóc, a on reaguje agresją, wychodzi, trzaska drzwiami. Sam chciał się ze mną zobaczyć, a na koniec zostałam sama w jego pokoju a on wyszedł na ponad 2 godziny. Żeby pogadać z P. Już chuj z tym, że zostawił mnie (już któryś raz) samą, mimo że mówiłam mu, że to nie jest fair. On poszedł POGADAĆ, WYGADAĆ się. Cały dzień nie zamienił ze mną słowa, nie powiedział, co mu leży na sercu, a potem wyszedł, by pogadać z kimś innym. Wiecie jak to boli?
Nie zrozumcie tego źle. On jest cudowny. Ale jest jaki jest. I nie chce niczego zmienić. Niczego. Bardzo go kocham. Chyba tylko przez to, jak bardzo, to nadal ma jakiś sens. Wiem, że przynajmniej na tą chwilę nie byłabym w stanie żyć bez niego. A jednocześnie życie z nim też nie jest łatwe. W tej chwili nie wyobrażam sobie, jak mogłabym spędzić z nim całe życie. A raczej wyobrażam sobie, ale wizja ta mnie przeraża. Bardzo.
A to jeszcze nie koniec moich problemów. Stresuję się maturą, jak chyba każdy. Boję się, że nie podołam, że moje ambicje przerosną szarą rzeczywistość. Sama już nie wiem, co z tymi studiami, czy ja chcę na to wzornictwo, czy nie, a jak nie to, to właściwie co? Że tak naprawdę to wyjechałabym w jakieś ciepłe miejsce i otworzyła tam małą, ale pyszną restaurację. Ale na to trzeba mieć po pierwsze pieniądze, a po drugie wiedzieć, że Ta osoba pojedzie z tobą. Poza tym dochodzą moje bóle. Owszem, byłam u sporej ilości lekarzy i wszyscy stwierdzili, że jestem zdrowa, ale nie zmienia to faktu, że wszystko mnie boli, nie mogę chodzić, nie mogę spać... Cały czas w bólu...

W dodatku niestety z dziewczynami nie mogę jakoś o tym pogadać. Mam taki hamulec wewnętrzny. Że one mnie tak naprawdę nie słuchają. Że mi też nic nie mówią. Dzisiaj A. miała kiepski humor. Pytam co się stało, ona, że nieważne. Opowiadałam coś na przerwie, O. do mnie z podnieceniem, że o co chodzi, żebym powiedziała, bo ona chce wiedzieć itp itd. Ja mówię, że już mi się nie chce, a G. na to, że to była ironia i się śmieją. Spoko, mam dystans do siebie, ale czasami granica między tym, co śmieszne, a tym, co boli jest bardzo cienka. Tak więc mam masę problemów, kłuje mnie w sercu, w głowie mętlik, duszy żal i zostałam z tym całkiem sama. Cóż, taki powrót do przeszłości trochę.

Jednak babcia miała rację: Umiesz liczyć - licz na siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jezus Maria!
Jak dawno mnie tu nie było!
To wszystko przez to, że do serwisu wdarł się jakiś błąd i nie mogłam się zalogować. Ale odkryłam, że mogę to zrobić "zapominając" hasło i wysyłając sobie nowe na skrzynkę mailową.
Co się u mnie działo do tej pory? A sporo. Z Deklem całkiem dobrze się nam układa. Owszem, sporo się kłócimy, ale pracujemy nad tym, to chyba najważniejsze.
Patrzyłam na mój ostatni wpis - palenia oczywiście na długo nie rzuciłam ;P
W wakacje znów pojechałam do Stanów. W pracy było strasznie, bo szefowa dostała menopauzę i całą frustrację wyrzucała z siebie prosto na mnie. Ale było warto. Wreszcie spełniłam moje marzenie i zobaczyłam Nowy Jork. Krótko, ale zawsze. I oczywiście na 10000% tam wrócę Natomiast resztę pieniędzy przeznaczyłam na inne pragnienie - wynajem mieszkania. Już nie okupuję ciasnego, bursowego kąta, lecz zapuszczoną, acz klimatyczną posesję w kamienicy w samym centrum. Płacimy ze współlokatorką śmieszną sumę jak za 60 metrów. (To zasługa mojego szpiegowskiego zmysłu, który zaprowadził mnie do podejrzanej oferty na gratce, która okazała się nie mieć żadnego haczyka oprócz tego, że trzeba było cały nagromadzony kurz własnoręcznie wysprzątać).
Mieszkanie ma swoje sekrety. Przedwojenne i wojenne zdjęcia i listy to niezwykłe artefakty przeszłości. Próbujemy z Leną (moją współlokatorką) odtworzyć za ich pomocą historię zamieszkującej tu rodziny.
Oczywiście z naszym lokum wiąże się kilka śmiesznych historii. Na przykład na początku naszej tu egzystencji przestawiałam meble. Nagle zapukała sąsiadka z dołu krzycząc, że to nie hotel. "Owszem proszę pani, to nie hotel, mam prawo we własnym mieszkaniu przestawiać meble o godzinie 19. Prosiłabym też o grzeczniejsze mnie traktowanie" odpowiedziałam. Babka natychmiastowo zeszła z tonu i poczęła jedynie uniżenie prosić o cichsze zachowanie, gdyż jej mąż jest po udarze. Gdy tydzień później zrobiłam parapetówkę, nie przyszła zwrócić nam uwagi. Dopiero jakiś czas później właściciel powiedział, że skarżyła się mu na hałasy, ale bała się wejść, bo podobno był tu tłum ludzi, który pił, palił, ćpał i by ją pobił Tak, właściciel mieszka piętro niżej, stąd ma te informacje. Na szczęście był wtedy na działce, więc całą parapetówka zmieniła się w wyimaginowaną fatamorganę sąsiadki cierpiącej prawdopodobnie na chorobę umysłową...
Lena to osobny temat. Poznałyśmy się na kursie rysunku, na który uczęszczałam w zeszłym roku. Jest trochę szalona, ale w taki dobry sposób. Bardzo sympatyczna, artystyczna. Nie jest pedantką, ale zmywa po sobie naczynia, a jak jest coś brudne, to posprząta. Idealnie się dogadujemy. Jeszcze ani razu się nie pokłóciłyśmy, ani nawet nie nie zgodziłyśmy się z niczym. Po prostu perfekcyjnie się dobrałyśmy. Co prawda nie czuję z nią takiej więzi jak z byłymi współmieszkankami bursianej klitki, ale chyba wynika to z tego, że mamy osobne pokoje i nie spędzamy tyle czasu razem. Mimo to myślę, że z czasem w naturalny sposób zbliżymy się do siebie.
Mnie aktualnie martwi przede wszystkim nauka. Językami się zbytnio nie przejmuję, ale wizja matematyki i chemii (choć tej drugiej tylko podstawy) przyprawia mnie o dreszcze trwogi. Pocieszam się tym, że mam jeszcze dużo czasu. (Choć, jak widać, wykorzystuję go nie na naukę, lecz bazgraninę).

Tak, myślę że starczy tych nowinek na jeden raz. postaram się zaglądać tu częściej, więc, jak to się mówi po angielskiemu, keep your finger on the pulse!
 

 
Ach, a jeszcze ze zmian w moim życiu - przestałam palić. Po prostu pewnego dnia chciałam wyjąć z papierośnicy świeżego red bulla i zdałam sobie sprawy, że wcale nie mam na niego ochoty. Mój organizm się zbuntował i przestałam. A najdziwniejsze jest to, że mimo kilku lat regularnego palenia - a więc na pewno jakiegoś uzależnienia - w ogóle nie mam z tym problemu. Wręcz dusi mnie teraz dym papierosowy i wyczuwając go na kilometr aż kręcę nosem. Ulga dla moich płuc. I portfela
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tak, to prawda. Strasznie się zapuściłam i nie odzywałam się wcale. Ale oto nadszedł ten moment odkupienia win.
Zauważyłam, że mam coraz mniejszą potrzebę pisania. Najpierw pomyślałam, że to dlatego, że wszystko się układa, a tego bloga założyłam, bo było mi źle.
Potem doszłam do wniosku, że to jednak nie to, bo problemy nie zniknęły z mojego życia. Prędzej to dlatego, że mam przyjaciół, który mogę powiedzieć wszystko, którzy pomogą mi zawsze i wszędzie. Ale przecież nie mam ich od wczoraj, a i ich czasami nie ma, gdy potrzebuję.
Potem stwierdziłam, że to dlatego, że mam jeszcze Dekla. Bo nawet kiedy oni nie mogą, on zawsze tu jest. I to chyba rozwiązanie mojego zaniedbania.
To i lenistwo.

Ale przejdźmy do rzeczy. Co się działo przez ostatni miesiąc?
1. Kłótnia z mamą na święta. Prawie miesiąc się do niej nie odzywałam. W końcu się z nią 'pogodziłam'. Mimo szczerej rozmowy i trochę oczyszczenia atmosfery nadal czuję, że to wszystko zostało raczej zamiecione pod dywan. No ale dobre i to, bo już od dłuższego czasu wiem, że z moją mamą nigdy się nie dogadam. Przepaść między nami jest tak wielka, że nawet genialny konstruktor by tu mostu nie wybudował. Na razie jest w miarę ok. Zobaczymy, co będzie dalej.
2. Udany sylwester u P. Niezbyt udana noc u Dekla, który troszeczkę przegiął a jego brzuszkowi się to nie spodobało. Ani jego mamie ;p
3.Problemy ze zdrowiem. Bóle brzucha, stawów, mięśni, krwotoki, stres i załamania. To tak w skrócie. W tej chwili zapalenie mięśnia = kołnierz ortopedyczny. Plus nie wiadomo jaki zastrzyk w szpitalu, a odkąd go dostałam - niepokojące sztywnienie mięśni i stawów nogi. Ogólnie z tym moim zdrowiem ostatnio krucho. Niepokoi mnie to, że nie wiem, co się dzieje z moim ciałem, nie mam nad tym kontroli. Boję się. W ferie mam w planach zrobić sobie wszelkie badania, może okaże się, że brakuje mi jakiegoś pierwiastka a może jestem chora. Nie wiem, bylebym wiedziała, co się dzieje. Na razie przeraża mnie to, że w ciągu ostatniego miesiąca 2 razy wylądowałam na ostrym dyżurze. W dodatku za wiele mi ci lekarze nie pomogli. Tak więc ferie spędzam na pobieraniu krwi i innych takich (+ walentynkowy poranek u ginekologa ;p)
4.Kryzys w naszej paczce. Po odbyciu długiej rozmowy całą szóstką wyjaśniliśmy wszystkie nieporozumienia i wszystko wróciło do normy. Przynajmniej mniej więcej. Ja nadal czuję, że coś jest jeszcze nie do końca tak, jak powinno, ale sama nie wiem co. Może nadal czuję się trochę nieswojo z O. Sama nie wiem. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
5. Nie mam energii na szkołę, a jednocześnie wiem, że muszę się wziąć do roboty. Szukam sił i motywacji do nauki. Wczoraj nawet mi wyszło, moja nauka słówek była bardzo owocna i w dodatku kreatywna, jestem dumna z własnoręcznie wykonanych fiszek. Czuję, że szkoła mocno mnie stresuje. A raczej fakt, że mama ma obsesję na punkcie moich ocen. I bardzo gimnazjalne podejście. Uspokaja mnie tylko fakt, że ja sama wiem, co muszę zrobić, dzięki temu, że wybrałam już kierunek studiów wiem, do czego dążę i pomimo tych stresów staram się po prostu robić swoje.
6.A jak z Deklem? Chyba nie mogłoby być lepiej. Czuję się z nim cudownie. Naprawdę czuję, że nareszcie znalazłam się we właściwym miejscu, że tworzymy zdrowy, fajny związek. Jestem przy nim sobą. No, nie wiem jak to ująć, po prostu fakt, że ktoś kocha mnie za to, jaka jestem sprawił, że w pełni zaakceptowałam siebie. Pamiętam moje kompleksy w przeszłości. W tej chwili one naprawdę zniknęły. Ogólnie wszystkie aspekty naszej relacji bardzo mnie cieszą. Chyba to przez to, że po raz pierwszy jestem z kimś tak długo i czuję się z nim tak dobrze. Czas mija, a ja wcale nie mam go dosyć, wręcz przeciwnie. Nie boję się przywiązania. Nie przeraża mnie fakt, że wyjeżdżam na 2 miesiące w wakacje. Owszem, będę tęsknić, ale wiem, że on też, i że ta rozłąka niczego między nami nie zepsuje, a wręcz odwrotnie. Z resztą jeśli czytacie DS od dłuższego czasu to tylko to, że myślę już o wakacjach i o nim wiele świadczy. Jeśli chodzi o tę część mojego życia, to nie mogłabym być dużo szczęśliwsza.

I to chyba tyle. Postaram się dawać znać, co u mnie, aczkolwiek zgubiłam mój internet i w tej chwili bycie na bieżąco stało się dość trudne...
 

hoodshadow
 
desecrationsmile
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
tak strasznie tęsknię za Deklem w te święta. a moja mama powiedziała, że nie mogę jechać wcześniej do łodzi. i to tylko dlatego, że wie, że bez rodziców mogę bez problemu wytrzymać dwa tygodnie i dłużej, a bez niego i tydzień to męki.
ona ostatnio naprawdę przegina.
chce mi się płakać.
 

 
najgorsze święta w moim życiu.
  • awatar DesecrationSmile: @InnaNiżWszystkie.: jak zwykle - moja mama i jej mania wyższości, ona chce, żebym chodziła jak w zegarku tak jak mi każe. to chore. a w święta naprawdę przegina. a ja jeszcze bardziej to odczuwam - bo to nie są niecałe dwa weekendowe dni, tylko ponad tydzień - czyli jak wieczność. to naprawdę dla mnie trudne, smutne, że ona mnie tak strasznie unieszczęśliwia i w ogóle tego nie widzi. jest przekonana, że 'robi wszystko dla mojego dobra' a tak naprawdę jedyną jej pobudką może być...sama nie wiem - chorobliwa ambicja? w każdym bądź razie przykro mi. dobrze, że mam chociaż wsparcie dziewczyn, Dekla, taty. to mi trochę pomaga. co nie zmienia faktu, że w tej chwili każda minuta w domu jest dla mnie katorgą.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: czemu?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
dawno mnie tu nie było, internet mi wysiada.
nowy telefon.
nie mogę się doczekać nowej sieci (jeszcze 10 dni) - nieograniczone rozmowy z Deklem bez niebotycznych rachunków <3
wszystko się dobrze układa
chora
wykończona nauką, a oceny na semestr marne.
zrobię potem tosty
ładuję seriale
leżałam cały dzień z gorączką i piłam szampana
w bursie pachnie parówkami
we wtorek do ginekologa i ortodonty
jeszcze tylko kilka przedmiotów do zaliczenia i święta
kurna, zgłodniałam przez ten zapach parówek
wczoraj miałam taką ochotę na seks, a wszystko się tak przedłużało, a ja tak bardzo bardzo chciałam wreszcie pojechać z nim do domu, zwłaszcza że w środku dnia napisał mi smsa, że nikogo nie ma w domu, a o 19 mieli próbę u kumpla, P się ze mnie śmiał, ale nie obraził się, że Dekiel się spóźnił i przyszedł po 20
chudnę. cały czas chudnę. nie wiem, ile teraz ważę, ale zaczyna mi być widać kości biodrowe i kostki na ramionach (obojczyki już od jakiegoś czasu). jak wciągam brzuch, mam wklęsłą dziurę między żebrami. Długi czas minął, odkąd ostatnio byłam taka chuda...

To tyle z najważniejszych.

Ciekawe, co będę robić w sylwestra. Mam nadzieję, że coś fajniejszego od siedzenia w domu z rodzicami

Odezwę się wkrótce, tj jak mój mobilny modem znów mnie pokocha.

Ciao!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ZDAŁAM!!!! Ludzie, nie wiem jak to zrobiłam, ale zdałam to prawo jazdy za pierwszym razem! Nadal w to nie wierzę do końca, dobrze że mam papierek, który jest dowodem ku mym oczom.

 

 
Po pierwsze: jestem zajebiście głupia. Uczyłam się całe godziny na tą pieprzoną fizykę, ale oczywiście i tak jak widać jej nie umiem, bo dostałam kolejne 1 i 2. Nie mogę się doczekać matury -.-

Po drugie: nawet jak bym bardzo chciała, to nie umiem się gniewać na Dekla, a może raczej żyć z nim w niezgodzie. Dzisiaj zrobił coś bardzo głupiego, co mnie bardzo zdenerwowało i dotknęło. Na tyle, że ubrałam się i wyszłam. Poszłam na przystanek - autobus akurat jechał. I...z każdą sekundą coraz bardziej chciało mi się płakać. W końcu nie wytrzymałam i 3 przystanki dalej wysiadłam, przeszłam na drugą stronę i poczekałam na autobus powrotny. Przyjechałam, zapaliłam, wróciłam. Zszedł na dół, pogodziliśmy się. Przeprosił. A ja się mocno do niego przytuliłam i już wszystko było dobrze. Ja naprawdę nie wiem, jak ja wytrzymam te 2 miesiące. To naprawdę będzie piekło. A jak już przylecę z powrotem, to czuję, że albo każę tacie go zgarnąć po drodze, żeby czekał też na lotnisku, albo prosto z Okęcia pojadę do niego. Bo...ja pierdolę. No przecież jak my się nie widzimy dzień czy dwa, to już jest wyzwanie.
Jej, ale jak to tak czytam, to się czuję trochę egoistką. Przecież on też będzie tęsknił (nawet wczoraj sam się do tego przyznał).
Ale jakoś to będzie. Poza tym co ja już ciągle myślę o tych wakacjach - w końcu jeszcze mamy całe pół roku razem.

Dobra, ja tu się rozpisuję, a kołdra taka cieplutka, że aż szkoda w niej nie zasnąć. Dobranoc!

PS AA! Zapomniałabym - w piątek mam egzamin na prawko, od poniedziałku mam codziennie z piątkiem włącznie po 2h dodatkowe. Wykupiłam w innej szkole i jestem zachwycona! Jest naprawdę super! Tyle się uczę! Aż miło się jeździ po prostu z tak świetnymi instruktorami

PPS Znowu mi tak brzuch nawala strasznie, że szkoda gadać. Mama powiedziała, żebym się umówiła do ginekologa. Właściwie to dobry pomysł, nawet mi to na rękę
  • awatar Gość: @O.: Tylko tak strasznie bym chciała, żebyś sama to widziała. Żebyś zobaczyła, że wszystko leży w Twoich rękach. Że zamiast starać się znosić trudności, możesz je przezwyciężać. Dobrze, że idziesz do lekarza! Wiem, że fizyka, chemia, matematyka obezwładniają. I wiem, że tego nie zmienisz, że starasz się. Ale przecież nie chodzi mi o to, żebyś się uczyła więcej, umiała coś, tylko żebyś spojrzała na to spokojniej. Każdy poniedziałek, miesiąc, semestr to nowy początek. Raz jest lepiej, raz jest gorzej, znajdź swój sposób, żeby to gorzej zaraz zamieniać na lepiej. Nie w ocenach, wynikach, osiągnięciach, tylko samopoczuciu, doświadczeniu i sile. Wszystko jest w głowie. Mogłabym Ci dać tysiące rad. Wysypiaj się, nie odchudzaj, ładnie ubieraj, szkicuj, maluj, pisz. Tylko po co, skoro Ty musisz znaleźć własne. Albo powiedzieć mi, że przecież wszystko jest świetnie i pierdolę. Mimo wszystko, powinnam tak pierdolić Tobie, a nie za Twoimi plecami. Dlatetego napisałam. C'est tout.
  • awatar Gość: Myślę, że to jest dobre miejsce na trochę szczerości. I może jedyna okazja, żebyś mnie 'wysłuchała'. Bardzo się o Ciebie martwię. Osobiście, od dłuższego czasu uważam, że wyglądasz na bardziej zmęczoną, zmartwioną, przybitą, ale powiedzmy, że dopiero ostatnie zdarzenia mogą mi takie odczucia potwierdzić. A także pokazują, że te moje wrażenia zaczynają się udzielać innym. Bardzo się o Ciebie martwię. Widzę, że pojawiają się przed Tobą różne problemy, jak zawsze i jak przed każdym. Tylko zmienił się Twój sposób radzenia sobie z nimi. Nigdy nie uciekałaś ze szkoły, nie poddawałaś się bólowi brzucha, nie dawałaś nauce zdominować swojego szczęścia. Po kłótniach z mamą przychodziłaś do mnie po rady i wsparcie. Teraz krzyczysz, żeby nie mieszać się w Waszą relację. Jasne, że masz mniej czasu dla mnie, dla nas, nowy związek niesie ze sobą takie skutki. Rozumiem, że się nie dzielisz wszystkim. Że masz problemy, o których może nawet nie mówisz. Że nie jestem w stanie wszystkich zrozumieć.
  • awatar InnaNiżWszystkie.: trzymam kciuki za prawko :) !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś moja mama nazwała mnie dziwką.
Nie, nie dlatego, że stwierdziła, że uprawiam seks z kim popadnie.
Dlatego, że po powrocie do domu po wyczerpującym tygodniu postanowiłam położyć się na 10 minut na sofie w swoim pokoju i nie raczyłam 'teraz natychmiast' sprzątnąć gdzieś 3 pustych reklamówek, które położyła mi chwilę wcześniej na biurku.
welcome in my world.

a tak serio, to bardzo mnie to zabolało. nie wiem, czy ktoś kiedyś mnie nazwał tak obraźliwymi słowami. może jakiś wielki wróg. ale mama?
  • awatar Penetratorka: Jezu,skąd ja to znam...
  • awatar Gość: Mądrze powiedziane O. Nie martw się ;)
  • awatar Gość: Przez to, że to jest przez błahostkę, może łatwiej Ci to będzie zignorować. Bo lepiej pokazuje, że mama nie wie, o czym mówi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Miłość ponosi. Do samego nieba. A ja czasami aż wariuję.
Wiecie, wydaje mi się, że zgłupiałam. Autentycznie.

Kurwa.
 

 
Muse! <3 <3 <3
Najlepszy koncert mojego życia! Przebił wszystko!
Byli po prostu niesamowici, nieziemscy, no brak mi aż słów!
Jedyne, o czym marzę, to iść na nich jeszcze raz. I jeszcze raz. I kolejny!
To, co się tam działo, co czułam, jest nie do opisania. Dawno nie przeżyłam takiego muzycznego uniesienia. A tak intensywnego - jeszcze nigdy. Myślałam, że już tak trochę wyrosłam z koncertów, że już nie dają mi takiej przyjemności - bo tak było ostatnimi czasy. Ale to... To było TO! Dla takich chwil się żyje.



A oprócz tego, co u mnie? W miarę. Oprócz tego ogromu pracy. Nauka, nauka, nauka... I jeszcze raz nauka.
A może ujmę to inaczej - sprawdziany, klasówki, kartkówki i inne takie. Bo z tą nauką, to różnie bywa ;p
Ten tydzień był zajebiście zawalony. A przyszły nie będzie dużo lepszy. Fizyka, duuużo fizyki. I parę innych.
Na rysunku jest fajnie, dużo się uczę, zauważam u siebie postępy. W tym tygodniu chcę jeszcze zebrać dupę i iść na ten mój inny, pierwszy rysunek.
Jak z Deklem? Cudownie, nie może być chyba dużo lepiej. Spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę, tą zajętą z resztą też. Dzisiaj na przykład jak u niego byłam, to uczyłam się fizyki. Bo przede wszystkim chodzi o to, żeby być razem, nawet robiąc różne inne rzeczy. No więc wszystko jest wspaniale.
A czego potrzebuję najbardziej? Są to dwie rzeczy, nie mówię, 'po pierwsze' i 'po drugie', bo stoją równorzędnie na liście 'must have/must do':
- sen! Dużo snu! W poniedziałek położyłam się o 5, we wtorek o 12.30, w środę całkiem wcześnie, bo chyba o 10 (codziennie wstawałam o 6.50 a cały dzień spędzałam na nogach lub wyczerpującej nauce, tak gwoli ścisłości). W czwartek była ostatnia klasówka, potem spotkałam się z Deklem. Przyszli też E. i P. I tym sposobem zamiast wrócić do bursy zostałam u Dekla na noc. Jak można się domyślić - tam za dużo nie pospałam. A o 6.30 wstałam, żeby wyjść przed przyjściem rodziców wracających z nocnej zmiany (wgl czułam się jak w jakimś filmie - czekałam tylko, jak usłyszę jego mamę albo tatę na klatce i pobiegnę szybko piętro wyżej, żeby mnie nie zobaczył xd). Ale nie, nie zobaczył. A potem do bursy, szybki prysznic, kawa i do szkoły na fizykę. Resztę sobie darowałam, bo większość klasy pojechała na wycieczkę. Potem do Dekla, który też nie poszedł do szkoły. Potem koncert (<3!!!), więc znowu spać gdzieś o 2. A o 7.40 rano pobudka i na rysunek. (wgl zakumplowałam się już tak całkiem z jedną dziewczyną, N., fajnie ^^) I tak znaleźliśmy się właśnie w tym momencie. Jak widać, dużo tego snu nie ma. A na jutro sobie zrobiłam budzik na 9, żeby się fizyki uczyć. Muszę zrobić chyba z milion zadań z miliona działów i nie wiem, jak ja to zrobię. No ale jakoś to będzie. Na razie idę spać.
-Ach! jeszcze 2. rzecz! Ipod! potrzebuję teraz natychmiast Nie przeżyję już za długo bez muzyki... Niech ta siostra szybko odsyła!

Idę spać, bo mi się oczy zamykają, nawet literek nie widzę i błędy robię...

Dobranoc!