• Wpisów: 712
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:38
  • Licznik odwiedzin: 42 927 / 3833 dni
 
desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Jezus Maria!
Jak dawno mnie tu nie było!
To wszystko przez to, że do serwisu wdarł się jakiś błąd i nie mogłam się zalogować. Ale odkryłam, że mogę to zrobić "zapominając" hasło i wysyłając sobie nowe na skrzynkę mailową.
Co się u mnie działo do tej pory? A sporo. Z Deklem całkiem dobrze się nam układa. Owszem, sporo się kłócimy, ale pracujemy nad tym, to chyba najważniejsze.
Patrzyłam na mój ostatni wpis - palenia oczywiście na długo nie rzuciłam ;P
W wakacje znów pojechałam do Stanów. W pracy było strasznie, bo szefowa dostała menopauzę i całą frustrację wyrzucała z siebie prosto na mnie. Ale było warto. Wreszcie spełniłam moje marzenie i zobaczyłam Nowy Jork. Krótko, ale zawsze. I oczywiście na 10000% tam wrócę ;) Natomiast resztę pieniędzy przeznaczyłam na inne pragnienie - wynajem mieszkania. Już nie okupuję ciasnego, bursowego kąta, lecz zapuszczoną, acz klimatyczną posesję w kamienicy w samym centrum. Płacimy ze współlokatorką śmieszną sumę jak za 60 metrów. (To zasługa mojego szpiegowskiego zmysłu, który zaprowadził mnie do podejrzanej oferty na gratce,  która okazała się nie mieć żadnego haczyka oprócz tego, że trzeba było cały nagromadzony kurz własnoręcznie wysprzątać).
Mieszkanie ma swoje sekrety. Przedwojenne i wojenne zdjęcia i listy to niezwykłe artefakty przeszłości. Próbujemy z Leną (moją współlokatorką) odtworzyć za ich pomocą historię zamieszkującej tu rodziny.
Oczywiście z naszym lokum wiąże się kilka śmiesznych historii. Na przykład na początku naszej tu egzystencji przestawiałam meble. Nagle zapukała sąsiadka z dołu krzycząc, że to nie hotel. "Owszem proszę pani, to nie hotel, mam prawo we własnym mieszkaniu przestawiać meble o godzinie 19. Prosiłabym też o grzeczniejsze mnie traktowanie" odpowiedziałam. Babka natychmiastowo zeszła z tonu i poczęła jedynie uniżenie prosić o cichsze zachowanie, gdyż jej mąż jest po udarze. Gdy tydzień później zrobiłam parapetówkę, nie przyszła zwrócić nam uwagi. Dopiero jakiś czas później właściciel powiedział, że skarżyła się mu na hałasy, ale bała się wejść, bo podobno był tu tłum ludzi, który pił, palił, ćpał i by ją pobił :P Tak, właściciel mieszka piętro niżej, stąd ma te informacje. Na szczęście był wtedy na działce, więc całą parapetówka zmieniła się w wyimaginowaną fatamorganę sąsiadki cierpiącej prawdopodobnie na chorobę umysłową...  
Lena to osobny temat. Poznałyśmy się na kursie rysunku, na który uczęszczałam w zeszłym roku. Jest trochę szalona, ale w taki dobry sposób. Bardzo sympatyczna, artystyczna. Nie jest pedantką, ale zmywa po sobie naczynia, a jak jest coś brudne, to posprząta. Idealnie się dogadujemy. Jeszcze ani razu się nie pokłóciłyśmy, ani nawet nie nie zgodziłyśmy się z niczym. Po prostu perfekcyjnie się dobrałyśmy. Co prawda nie czuję z nią takiej więzi jak z byłymi współmieszkankami bursianej klitki, ale chyba wynika to z tego, że mamy osobne pokoje i nie spędzamy tyle czasu razem. Mimo to myślę, że z czasem w naturalny sposób zbliżymy się do siebie.
Mnie aktualnie martwi przede wszystkim nauka. Językami się zbytnio nie przejmuję, ale wizja matematyki i chemii (choć tej drugiej tylko podstawy) przyprawia mnie o dreszcze trwogi. Pocieszam się tym, że mam jeszcze dużo czasu. (Choć, jak widać, wykorzystuję go nie na naukę, lecz bazgraninę).

Tak, myślę że starczy tych nowinek na jeden raz. postaram się zaglądać tu częściej, więc, jak to się mówi po angielskiemu, keep your finger on the pulse! ;)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków