• Wpisów: 712
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:38
  • Licznik odwiedzin: 42 927 / 3833 dni
 
desecrationsmile
 
DesecrationSmile: Internet jest tylko w jednej kawiarni w mieście. No, właściwie w 2, ale Angry Dave ma tylkmo komputer z internetem, a ja wolę wifi. Dlatego postaram się pisać w wordzie, uwzględniając daty, ew. zdjęcia, ale wysyłać wszystko tutaj będę raz (poniedziałki mam wolne) może jak mi się uda to 2 razy w tygodniu.
19.06.2011r. 7:35(Central Time US&CANADA)
Wczoraj był mój pierwszy dzień pracy. Zaczęłam popołudniu, więc o 14. Sue powiedziała, że będę pracować 6 dni w tygodniu od 9 do 9. Ale sobotnie poranki muszę mieć wolne, żeby pomagać sprzątać takie domki letniskowe małżeństwa, u którego mieszkam. Wtedy miesięcznie płacę za pokój tylko $300  . A pomniedziałki mam wolne. Ale wróćmy do pracy. Sue powiedziała też, że od rana do 14 będę w tiki barze, a popołudniu kelnerować. Wczoraj więc powinnam kelnerować. Ale porobiłam tylko sałatki (kelnerzy przygotowują sałatki codziennie godzinę przed otwarciem) może z pół godziny i okazało się, że będę barmanką w barze wewnątrz! Tak więc taki chłopak (zapomniałam, jak ma na imię, a głupio mi było się go pytać, więc będę czekać, jak ktoś o nim wspomni, albo go zawoła czy coś ;P) był tam ze mną i się uczył. Co jakiś czas wpadała też Becky z tiki i nam pomagała. Nauczyłam się robić drinki, które miejscowi piją najczęściej, tj. Old Fashion (brandy albo whisky, słodkie albo gorzkie albo press), Manhattan (też brandy albo whisky, z odrobiną słodkiego vermutha), trochę innych mieszanek, krwawą mary, podawać wina, robić kittycoctail (bezalkoholowe. Sprite z grenadyną albo syropen wiśniowym, z wisienką kandyzowaną na wierzchu) i trochę innych rzeczy. Myślę, że jak na pierwszy dzień, to poszło mi super. Na początku było ciężko, bo każdy klient, jaki o coś poprosił musiał czekać, bo ja nic nie umiałam i ten chłopak mi pokazywał (fuck, jak mogłam zapomnieć to imię, no kurwa! aaa!), ale po jakiejś półtorej godzinie już całkiem nieźle załapałam, więc było tylko lepiej . Ach, i jeszcze umiem już robić shoty bez żadnych miarek ;D. Zarobiłam całkiem nieźle na napiwkach (kelnerki zawsze zatrzymują swoje napiwki, ale barmani dzielą swoje na pół. Jak dla mnie spoko), przynajmniej z mojej perspektywy, ale ten chłopak (fuck, muszę sobie przypomnieć!!!) mówił, że można sporo więcej :P Dobra, kończę, idę się szykować. Dzisiaj zaczynam o 9.30 w tiki bar, a muszę tam jeszcze dojechać na rowerze ;) .
20.06.2011 11:31
Wczoraj był mój pierwszy dzień kelnerowania  Poszło mi jednocześnie dobrze i średnio. No ale od początku.
Nienawidzę braku dobrego poczucia humoru u niektórych Amerykanów. Rano byłam w tiki barze na zewnątrz. Razem ze mną był tam taki Hans. Było dość zimno i deszczowo, więc tylko kilku klientów przyszło, a najpierw to nikogo nie było. Więc mówię, że mamy setki klientów. A on: gdzie? No...tutaj. No, to prawda, czasem tak jest, ale nie teraz XD No litości!
Po południu weszłąm na kelnerkę. Na początek dostałam jeden stolik, żeby móc ćwiczyć. Według mnie to było za mało, bo obsłużyłam jak trzeba i się nudziłam. Tzn. robiłam inne rzeczy, ale spokojnie mogłam mieć jeszcze jeden. Jedna grupa, 3 osoby, dali mi 20% napiwku :D. A jeszcze inna para przyszła, Bonnie mi ich przyprowadziła (hostessa; stara się robić tak, żeby każdy miał porówno klientów), i powiedziała, że chce usiąść przy innym stoliku :P. Ostatnich dostałam taką parę z dzieckiem, około 10-letni chłopiec. Zamówili, wszystko było ok, podałam im napoje. No i potem się przynosi taki talerz z przygryskami (rzodkiewki, oliwki, wiecie o co chodzi) i ciepłe bułeczki. No i wszystko im zaniosłam i się okazało, że nie były ciepłe (kelnerzy zabierają je z takiego piekarnika, ja też je stamtąd wzięłam). Więc przeprosiłam, wróciłam się i się pytam ich tam w kuchni, czy da się je jakoś szybciej podgrzać, więc mi je wrzucili do takiego naprawdę gorącego piekarnika. No i poczekałam, po jakiejś półtorej minucie mi je wyjęli i powiedzieli, że są już ok. Więc je zaniosłam. Okazało się, że nadal były zimne. Sue (szefowa) pracuje na kuchni, i ogólnie krzyczała, żeby ktoś jej przyszedł pomóc. Wrzucili mi je jeszcze raz, jak wyjęłam, to już były naprawdę ok. I wychodzę z nimi, a oni mówią, żebym anulowała zamówienie, bo wychodzą. Żebym się nie przejmowała, bo to nie moja wina, ale że nie chcą tu jeść. Poszłam to powiedzieć Sue, też powiedziała, żebym się nie przejmowała i poszła ich przeprosić, powiedzieć, że nie muszą płacić i zawołać do niej Marka (jej syn, teraz przęjął własność i to on wymyślił tiki bar). Jak wyszłam, to Mark już z nimi gadał, usłyszałam, że pytał, co się stało, oni powiedzieli, że to nie moja wina, tylko coś na kuchni (więc ogólnie, nie dali mi napiwku ale i tak ich lubię ;P). No ogólnie to nikt mi tego nie ma za złe, bo oni się po prostu czepiali, tak się czasem zdarza. Oli kiedyś wyszli klienci bo nie było oliwy, a oni chcieli do sałatki ocet z oliwą (jakby nie mogli wybrać jednego z jakichś dziesięciu dressingów). Po prostu niefortunny zbieg okoliczności, że mi się to musiało przydarzyć pierwszego dnia kelnerowania. Ale ogólnie wszystko jest ok.
Tak więc to był mój pierwszy, pełenn przygód dzień kelnerowania. A teraz przejdźmy do ciekawszych rzeczy: czy są w okolicy jacyś fajni faceci?
Otóż jeszcze nie wybadałam dokładnie terenu. Mamy w pracy jedno ciacho. Na pewno dam mu 8kę ;) Pracuje na kuchni, taki Michael. Spytałam się Hansa, ile czasu tu pracuje, on mówi, że parę lat, to ja się pytam, ile ma lat (tak niby żartem, ze wygląda na jakieś 16). On mówi, ze jakieś 18-19. Że teraz już skończył liceum na pewno. Tak więc całkiem niezły towar na mały romansik ;> Ale jeszcze się porozglądam chwilę ;)
No i to chyba tyle na razie. Teraz będę jechać do Red Canoe, żeby wam to wszystko wysłać, może jeszcze tam coś dopiszę, jak mi przyjdzie do głowy, ale nie obiecuję ;)
Ach! Teraz mi przyszło do głowy! Ja wgl nie mam formy! Do pracy jadę w jedną stronę tylko głupie 5 kilometrów, a czuję się, jakbym przejechała z 20! Ale bardzo się cieszę z tego, że będę pokonywałą tą trasę 2 razy dziennie, bo może nabiorę formy trochę. No i schudnę 
20.06.2011 13:09
Siedzę sobie w Red Canoe, Frank Sinatra w tle, piję domową lemoniadę, jem muffinkę jagodową i z zachwytem patrzę na 5 kresek zasięgu jedynego wifi w mieście :D
Wiecie, lubię tą pracę, naprawdę czerpię z niej przyjemność i satysfakcję. Może i jest męcząca, ale mogę tak pracować w każde wakacje ;)
Okolica jest naprawdę piękna! Dzisiaj np. widziałam w ogródku żurawia, dzięcioła (ale fajna czerwona głowa, mówię wam!) i rudziki! A po drodze jak tu jechałąm wstąpiłam na...pchli targ! Dzisiaj tylko dla rozeznania, ale chyba znajdę tam naprawdę fajne rzeczy! 

  •  
  • Pozostało 1000 znaków